sobota, 6 sierpnia 2011

Pełna głowa, dziurawa kieszeń

Praca na uczelni, czy w dobrej placówce naukowej jest dla doktoranta prestiżowa, ale nie zawsze dochodowa.
...
Doktorat i praca w placówce naukowej są prestiżowe, ale nie idą za tym zarobki. - Pracę traktuję jak hobby, bo inaczej, niestety, nie mogę. Moi znajomi pracujący w korporacjach, jeszcze bez tytułu magistra, zarabiają dwa do trzech razy więcej, a wcale nie poświęcają pracy więcej czasu - stwierdza przyszła pani doktor. Marzy czasem o odkryciu jakiejś interesującej mutacji. Takie odkrycie to prestiż i - kto wie - pieniądze na kolejne badania.
...
Życie finansowe doktoranta? - Nie przypominam sobie bym takie życie miał... Ale mam rodziców, którzy pomagają mi jak tylko mogą - przyznaje. Stypendium ma przecież pokryć nie tylko wydatki na życie, ale i książki, kursy, wyjazdy, materiały naukowe... Bycie naukowcem jest dla niego sposobem na życie. Łączy prawdziwą pasję z naprawdę wymagającą pracą. Być może początkowo nieopłacalną, ale z pewnością rozwijającą na wielu płaszczyznach. - Dla mnie nauka jest pracą i hobby jednocześnie, doskonałym połączeniem sposobu na życie i przyjemności - dodaje.

Pełny tekst artykułu na stronie www.GazetaPraca.pl
Czytaj więcej...

piątek, 29 lipca 2011

Doktorat albo życie

Studia wyższe mają w teorii produkować ludzi wykształconych i użytecznych zawodowo. Na rynku pracy liczy się jednak praktyka.

- Proszę pani, doktorant to nie zawód! - oznajmił agent ubezpieczeniowy doktorowi historii (doktorat z wyróżnieniami). Doktorowi psychologii pani w NFZ wypomniała, że doktorant nie zarabia, więc emerytura mu się w zasadzie nie należy, a renta to już prawie jak wyłudzenie.

Doktorant wydziału matematycznego dorabia w kawiarni. Z nudów robi na serwetkach obliczenia statystyczne dotyczące klientów: kolor ubrania, długość włosów, wysokość rachunku. Nie chce podać imienia, bo jeśli profesor o nim przeczyta, może go oblać. Promotor nie akceptuje pracujących doktorantów - albo nauka, albo praca.

....

Artykuł dostępny na portalu GazetaPraca.pl
Ukazał się także w wersji papierowej w dodatku Gazeta Praca - Kraj nr 177, wydanie z dnia 01/08/2011,str. 3.

Czytaj więcej...

wtorek, 19 lipca 2011

Znajdź mnie!

"Można je pogubić jak wiele/ innych przedmiotów w sprawach/ w tłumie wspomnień/ w biurze rzeczy znalezionych uśmiechają się / zasuszone kwiaty pustych portfeli/ kalendarzy i zdjęć/ te ostatnie zwłaszcza/ obok nieodbieranych kluczy/ ożywają w bezruchu cofniętego czasu/ raz utracone znikają/ wyrwane karty wczorajszego/ dnia byłych właścicieli"

Bogdan Abramowicz, "Biuro Rzeczy Znalezionych"

Pracownik Biura jest po trochu urzędnikiem, a po trochu detektywem i kryminologiem. Przychodzi paczka rzeczy znalezionych. Trzeba ją otworzyć, przejrzeć, opisać. - My nie wiemy, gdzie to leżało. W błocie, wilgoci, w śmietniku. Czasem aż w krtani dusi, taki zapach pleśni, albo gorzej - narzeka pani Janina Purzycka, inspektor. Teoretycznie powinno się paczkę otwierać w masce i plastikowych rękawiczkach. Ale jak wtedy sprawdzać dokumenty? Niewygodnie. A ludzie różne różności noszą. Niektórzy panowie (znowu zniżamy głos) gołe panie albo prezerwatywy mają w środku. - Ja rozumiem, że jesteśmy nowocześni i w ogóle. Ale to jakieś takie niesmaczne jest - skarży się cicho. Zaglądanie ludziom do portfeli jest trochę jak zaglądanie w duszę. Czasem trzeba, ale człowiek czuje się niezręcznie.

Pełen tekst reportażu na portalu www.GazetaPraca.pl
Czytaj więcej...

piątek, 1 lipca 2011

Rzeczywistość nas rusza - Reporterzy bez fikcji Agnieszki Wójcińskiej

Pamiętacie te klasówki z polskiego z jednym tylko pytaniem: „co autor miał na myśli?”. Nie znosiłam tego pytania. Ja nie wiem, co on myślał. Ja tylko wiem co czytam. Niedawno Wisława Szymborska dla zabawy napisała maturę: za analizę swojego własnego wiersza dostała tróję. Zabawne, prawda? A przecież żaden autor nie zapyta czytelnika pochylającego się nad pierwszą wersją tekstu: „Skończyłeś? To powiedz mi, co ja myślałem”. Jednak czasem autor może mieć ochotę się wytłumaczyć. Ale wtedy to nie jest już analiza tekstu, tylko wywiad.

...
Czasem mam wrażenie, że literatura faktu odpowiada głównie na naszą potrzebę zetknięcia się z prawdą. Nie wierzymy już nikomu – politykom, reklamie, gazetom, telewizji. - Żyjemy w kłamstwie rozpowszechnianym przez tych, którzy kłamać nie powinni – komentuje choćby Wojciech Jagielski. Współczesnego dziennikarstwa nie lubi, ale się nim zajmuje. Z tym, że nie stara się czytelnikowi przypodobać. Nie pisze o tematach modnych, marketingowo skutecznych. Więc dlaczego jego książki tak dobrze się sprzedają?
...

Cały tekst dostępny na portalu MojeOpinie.pl

Czytaj więcej...

wtorek, 24 maja 2011

O cierpieniu się pisze, jak o miłości - wywiad ze Swietłaną Aleksijewicz


fot. Joanna Sabak

Wywiad ze Swietłana Aleksijewicz, białoruską dziennikarką, lauretką nagrody Kapuścińskiego.

"J.S.: Wspominała Pani w wywiadach, że Pani głównym bohaterem jest człowiek radziecki, człowiek czerwony. Kim jest ten człowiek? Jaki jest? Czy już przeminął, czy cały czas się tworzy?
Swietłana Aleksijewicz: Można powiedzieć, że pośród nas żyli kiedyś homo socjaliticus (ludzie socjalizmu), a teraz żyją homo sovieticus. Oni nie żyli zresztą ciągle tak samo, cały czas się zmieniali. Homo sovieticus jest podobny do homo socjaliticus. W Polsce ludzie też go znają. [Ja go nie znam – wtrącił się wiozący nas taksówkarz. – Doprawdy? Może Pan sam jest takim człowiekiem, bo żył w tamtych czasach – odpowiedziała mu Pani Swietłana.]
...

Mężczyźni, gdy opowiadają o wojnie lubią zmyślać np. liczbę wrogów, wyolbrzymiać fakty. Jak zmieniają wojnę kobiety, co dopowiadają?

S.A: O tym właśnie jest ta książka… Dla tych kobiet wojna to ich życie."


Po mieście chodziła szalona kobieta… Zabito jej pięcioro dzieci.
Podchodziła do ludzi na ulicy… I mówiła:
„Opowiem ci, jak zabili moje dzieci. Od którego zacząć…? Od Wasieńki… Jemu strzelili w uszko… A Tolikowi w główkę… To od którego?”.
Wszyscy przed nią uciekali. Była szalona, tylko dlatego mogła mówić o czymś takim…
Fragemnt książki "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety", wyd. Czarne.

Wywiad z laureatką nagrody Ryszarda Kapuścińskiego 2011 dostępny na portalu MojeOpinie.pl.
Relacja z konferencji prasowej z panią Swietłaną tutaj.

Czytaj więcej...

poniedziałek, 23 maja 2011

Na rewolucję trzeba poczekać - relacja z konferencji

  
Swietłana Aleksijewicz z tłumaczką.
fot. Joanna Sabak


Konferencja z okazji przyznania Swietłanie Aleksijewicz nagrody Ryszarda Kapuścińskiego. Dwa słowa o książce, wiele pytań o Białoruś.

"Pisarz traktowany jest troszkę jak polityk, bo chociaż siedzi ciągle przy biurku i pisze, to cały czas coś się koło niego dzieje – przyznała Aleksijewicz, jednak wyraźnie zaznaczała, że gotowego przepisu nie poda. Jej obraz Białorusi różni się nieco od tego, co serwują nam media. Mniej jest tam rewolucji, więcej konsumpcjonizmu. Naród śpi. A zagrożenie nie zniknęło."

...
"Ludzie pytali wtedy opozycjonistów na wiecu, działaczy na trybunach „Co mamy robić!??”. A organizatorzy demonstracji nie potrafili odpowiedzieć, milczeli – opowiada dziennikarka, która oczywiście była na Placu Niepodległości w Mińsku jako korespondentka. Chcieliśmy wyprzedzić nasz naród, ale to nie dało rezultatu – komentuje."

17 maja, konferencja prasowa z laureatką nagrody Ryszarda Kapuścińskiego w 2011 ro-ku, Swietłaną Aleksijewicz, w siedzibie Biura Europejskiej Stolicy Kultury 2016 „Warsztat”, pl. Konstytucji 4, Warszawa.

Cały tekst do przeczytania na portalu MojeOpinie.pl.
Wywiad z pania Swietłaną dostępny tutaj.


Czytaj więcej...

czwartek, 12 maja 2011

Tytułowy Most Galata spina dwa brzegi Istambułu: ten islamski, turecki, tradycyjny i ten europejski, „nowoczesny”, obcy i teoretycznie wolny od ograniczeń islamskiej kultury. Geert Mak zwyczajnie usiadł w mostowej herbaciarni i słuchał: wędkarzy, handlarzy, żołnierzy, złodziei, turystów.


„Świat zachodni prawie nie zdaje sobie sprawy z tego, że wszechogarniające uczucie, które ludzie muszą przezwyciężać, nie tracąc przy tym zdrowego rozsądku, nie dając się uwieść terrorystom, skrajnym nacjonalistom lub fundamentalistom” – pisał Orhan pamuk, na którego kronikarskie doświadczenie Geert Mak często się powołuje. W opowieściach handlarzy z mostu jest pewien schemat: ze wsi do miasta, z biedy w ciężką pracę i…nie mniejszą biedę. Trochę mam za złe autorowi tego reportażu, że „Most” jest tak ciepłą i lekką historią.

Recenzja książki Geert Mak, „Most”, wyd. Czarne. na portalu MojeOpinie.pl

Czytaj więcej...