poniedziałek, 24 października 2011

Opanuj "Sztukę Dorabiania"!

Nie wystarcza ci do pierwszego? Masz dwa wyjścia - możesz zacisnąć pasa, albo dorobić. Szczególnie teraz, kiedy firmy chętnie zlecają niektóre zadania na zewnątrz. Dyrektorzy tną koszty, a ty masz szansę na zastrzyk gotówki.

Coraz częściej możliwości dodatkowego zarabiania pojawiają się w naszym wyuczonym zawodzie, a nawet w obrębie firmy gdzie normalnie pracujemy. W ramach jednego stanowiska wypełniamy często szereg obowiązków, które samodzielnie wyceniane na rynku pracy są sporo warte. Pracodawcy częściej wolą zlecić drobne, dodatkowe prace własnym pracownikom, niż zatrudniać dodatkową osobę - redaktor dorabia korektą firmowych publikacji, a marketingowiec poprawia niedociągnięcia w cudzych projektach.Cały tekst na portalu www.GazetaPraca.pl
Czytaj więcej...

poniedziałek, 10 października 2011

DAAS film

Czym jest tytułowe Daas nie wiem do tej chwili, ale film z pewnością zapadnie mi w pamięć. Przede wszystkim jako swoista instrukcja budowania obrazu, ale także jako dyskretnie opowiedziana historia o pewnym szaleństwie i film historyczny, w którym historia gra rolę drugoplanową. Ale są też wady…

Recenzja filmu "Dass" reżyserii Adriana Panka.
Wciąż nie rozstrzygnęłam, czy pozytywna, czy nie..
Całość do przeczytania na portalu www.MojeOpinie.pl

Czytaj więcej...

piątek, 16 września 2011

Kariera bez dyplomu

Mark Zuckerberg i Bill Gates. Obaj wyceniani są na miliardy dolarów, dorobili się fortuny, bo wiedzieli coś, czego nie wiedział nikt inny. I obaj nigdy nie skończyli studiów.
...
- Sadzam przed komputerem dwóch kandydatów. Jeden: studia wyższe, grafika, informatyka, dyplom. Drugi: trzymiesięczny kurs programowania i kilka domowych projektów. Często trudno mi dostrzec różnicę - przyznaje Piotr, dyrektor kreatywny w dużej firmie. Jego zadaniem jest tworzenie stron i bannerów. Najpierw sięga po portfolio, a dopiero potem sprawdza CV, bo klientowi "magister" przed nazwiskiem nie robi żadnej różnicy.
...


Pełen tekst artykułu na portalu www.Gazeta.pl
Czytaj więcej...

sobota, 6 sierpnia 2011

Pełna głowa, dziurawa kieszeń

Praca na uczelni, czy w dobrej placówce naukowej jest dla doktoranta prestiżowa, ale nie zawsze dochodowa.
...
Doktorat i praca w placówce naukowej są prestiżowe, ale nie idą za tym zarobki. - Pracę traktuję jak hobby, bo inaczej, niestety, nie mogę. Moi znajomi pracujący w korporacjach, jeszcze bez tytułu magistra, zarabiają dwa do trzech razy więcej, a wcale nie poświęcają pracy więcej czasu - stwierdza przyszła pani doktor. Marzy czasem o odkryciu jakiejś interesującej mutacji. Takie odkrycie to prestiż i - kto wie - pieniądze na kolejne badania.
...
Życie finansowe doktoranta? - Nie przypominam sobie bym takie życie miał... Ale mam rodziców, którzy pomagają mi jak tylko mogą - przyznaje. Stypendium ma przecież pokryć nie tylko wydatki na życie, ale i książki, kursy, wyjazdy, materiały naukowe... Bycie naukowcem jest dla niego sposobem na życie. Łączy prawdziwą pasję z naprawdę wymagającą pracą. Być może początkowo nieopłacalną, ale z pewnością rozwijającą na wielu płaszczyznach. - Dla mnie nauka jest pracą i hobby jednocześnie, doskonałym połączeniem sposobu na życie i przyjemności - dodaje.

Pełny tekst artykułu na stronie www.GazetaPraca.pl
Czytaj więcej...

piątek, 29 lipca 2011

Doktorat albo życie

Studia wyższe mają w teorii produkować ludzi wykształconych i użytecznych zawodowo. Na rynku pracy liczy się jednak praktyka.

- Proszę pani, doktorant to nie zawód! - oznajmił agent ubezpieczeniowy doktorowi historii (doktorat z wyróżnieniami). Doktorowi psychologii pani w NFZ wypomniała, że doktorant nie zarabia, więc emerytura mu się w zasadzie nie należy, a renta to już prawie jak wyłudzenie.

Doktorant wydziału matematycznego dorabia w kawiarni. Z nudów robi na serwetkach obliczenia statystyczne dotyczące klientów: kolor ubrania, długość włosów, wysokość rachunku. Nie chce podać imienia, bo jeśli profesor o nim przeczyta, może go oblać. Promotor nie akceptuje pracujących doktorantów - albo nauka, albo praca.

....

Artykuł dostępny na portalu GazetaPraca.pl
Ukazał się także w wersji papierowej w dodatku Gazeta Praca - Kraj nr 177, wydanie z dnia 01/08/2011,str. 3.

Czytaj więcej...

wtorek, 19 lipca 2011

Znajdź mnie!

"Można je pogubić jak wiele/ innych przedmiotów w sprawach/ w tłumie wspomnień/ w biurze rzeczy znalezionych uśmiechają się / zasuszone kwiaty pustych portfeli/ kalendarzy i zdjęć/ te ostatnie zwłaszcza/ obok nieodbieranych kluczy/ ożywają w bezruchu cofniętego czasu/ raz utracone znikają/ wyrwane karty wczorajszego/ dnia byłych właścicieli"

Bogdan Abramowicz, "Biuro Rzeczy Znalezionych"

Pracownik Biura jest po trochu urzędnikiem, a po trochu detektywem i kryminologiem. Przychodzi paczka rzeczy znalezionych. Trzeba ją otworzyć, przejrzeć, opisać. - My nie wiemy, gdzie to leżało. W błocie, wilgoci, w śmietniku. Czasem aż w krtani dusi, taki zapach pleśni, albo gorzej - narzeka pani Janina Purzycka, inspektor. Teoretycznie powinno się paczkę otwierać w masce i plastikowych rękawiczkach. Ale jak wtedy sprawdzać dokumenty? Niewygodnie. A ludzie różne różności noszą. Niektórzy panowie (znowu zniżamy głos) gołe panie albo prezerwatywy mają w środku. - Ja rozumiem, że jesteśmy nowocześni i w ogóle. Ale to jakieś takie niesmaczne jest - skarży się cicho. Zaglądanie ludziom do portfeli jest trochę jak zaglądanie w duszę. Czasem trzeba, ale człowiek czuje się niezręcznie.

Pełen tekst reportażu na portalu www.GazetaPraca.pl
Czytaj więcej...

piątek, 1 lipca 2011

Rzeczywistość nas rusza - Reporterzy bez fikcji Agnieszki Wójcińskiej

Pamiętacie te klasówki z polskiego z jednym tylko pytaniem: „co autor miał na myśli?”. Nie znosiłam tego pytania. Ja nie wiem, co on myślał. Ja tylko wiem co czytam. Niedawno Wisława Szymborska dla zabawy napisała maturę: za analizę swojego własnego wiersza dostała tróję. Zabawne, prawda? A przecież żaden autor nie zapyta czytelnika pochylającego się nad pierwszą wersją tekstu: „Skończyłeś? To powiedz mi, co ja myślałem”. Jednak czasem autor może mieć ochotę się wytłumaczyć. Ale wtedy to nie jest już analiza tekstu, tylko wywiad.

...
Czasem mam wrażenie, że literatura faktu odpowiada głównie na naszą potrzebę zetknięcia się z prawdą. Nie wierzymy już nikomu – politykom, reklamie, gazetom, telewizji. - Żyjemy w kłamstwie rozpowszechnianym przez tych, którzy kłamać nie powinni – komentuje choćby Wojciech Jagielski. Współczesnego dziennikarstwa nie lubi, ale się nim zajmuje. Z tym, że nie stara się czytelnikowi przypodobać. Nie pisze o tematach modnych, marketingowo skutecznych. Więc dlaczego jego książki tak dobrze się sprzedają?
...

Cały tekst dostępny na portalu MojeOpinie.pl

Czytaj więcej...