środa, 27 maja 2009

Akiro Kurosawa w internecie


Z wielką radością przeczytałam newsa o udostępnieniu internetowego archiwum dorobku Kurosawy. Czym prędzej odnalazłam stronę i... przeżyłam małe językowe rozczarowanie.
Na razie tylko wersja po japońsku:
http://www.afc.ryukoku.ac.jp/Komon/kurosawa/index.html


Ale nie traćmy nadziei - zebranie i ocalenia od ostatecznego podniszczenia dokumentów zajęło zespołowi z Uniwersytetu Ryukoku cztery lata. Archiwum zawierają zarówno dokumenty, jak i zdjęcia i fragmenty filmów. Niezwykle fascynujące musi być czytanie zapisków reżysera, który miał zwyczaj komentować własne pomysły na marginesach scenariusza.

Perfekcjonista i dyktator na planie filmowym, człowiek który ufał tylko własnym pomysłom, potrafił dziesiątkami dublować jedno ujęcie dążąc do perfekcji. Nie jest to dobre miejsce do opisywania jego życiorysu, który sam w sobie jet fascynującą historią. Ten wpis ma na celu zachęcenie kilku osób ze znajomością japońskiego języka, żeby zagłębiły się w zapiski archiwalne "Azjatyckiego Szekspira" i w kilku artykułach lub notatkach naświetliły nam, niezaznajomionym z "krzaczkami" japońskiego języka amatorom, treści zawarte w ych pismach.
Czekam niecierpliwie.

Czytaj więcej...

poniedziałek, 25 maja 2009

IPN i kajdanki - krótka refleksja o zmęczeniu

„Jak mnie przesłuchiwał, to mu wrzasnąłem: »A pocałuj ty mnie w dupę! «. Za każdym razem, kiedy go teraz widzę, przypominam sobie tę scenę i mam wielką radochę. To jest moje odszkodowanie”.

Takimi słowami skomentował pytanie o śledztwa IPN Andrzej Muszyński, robotnik, były działacz "Solidarności" z Lubania, który konsekwentnie odmawia stawienia się w sądzie na przesłuchanie w sprawie PRL-owskich zbrodni. Jeśli zajdzie potrzeba, zostanie doprowadzony siłą. Dlaczego? Bo takie jest prawo, takie są realia.
Byłoby to nawet zabawne, gdyby nie było głupie...

O IPN można mieć różne zdanie - że jest upolitycznione (np. Friszke, jeden z byłych historyków Instytutu), że potrafi być obiektywne (Żaryn, były szef pionu edukacyjnego) , że jest bezkrytyczne („Największe pretensje do ludzi związanych z IPN mam o to, że uczynili z instytutu wyrocznię." - Katarzyna Kolenda-Zaleska, Fakt, 20 kwietnia 2009). Dobitnie komentował działalność Instytutu reżyser Krzysztof Zanussi:


"Lustracja była potrzebna, ale została przegrana już dawno, w momencie, kiedy zaczął się handel teczkami i upolitycznienie całej sprawy. Z przeszłością trzeba się rozliczyć, ale w sposób bardzo roztropny, a u nas tej roztropności zabrakło. IPN zajmuje się ludźmi słabymi, a zapomina o inspiratorach i wykonawcach. Zapomniano, że to wszystko służyło partii, a ta partia nigdy nie została rozliczona z tego, co robiła. Nie wiem, jak należało postąpić, ale na pewno nie tak, jak to się stało. U nas z plotki robi się fakty, a nie ma poszukiwania prawdy i uświadamiania młodzieży tych zagrożeń, które ciągle są w powietrzu. Przecież ci młodzi byliby skłonni do takich samych zachowań. Dziś sami pracują w różnych korporacjach i są zdolni do niesłychanie nieetycznych czynów, niezgodnych z własnym sumieniem, jeśli tylko to może im pomóc w karierze."

Dotąd myślałam, że tylko młode pokolenie czuje przesyt lustracją. Rozmawiając parę miesięcy temu z grupą maturzystów, autorów książki o swoich rówieśnikach z okresu stanu wojennego ("Rejacy"), ze zdumieniem usłyszałam, że czują się lustracją rozczarowani. Ale nie dlatego, że mają jej za dużo i uważają za zbyt nachalną, ale dlatego, że ich zdaniem jest nieskuteczna. To jest wszystko skłamane, to dopiero trzeba dojść prawdy. Tymczasem jakiś młody człowiek, autor artykułu o mnie, poucza, jak należało postępować z bezpieką. Jego na świecie wówczas nie było i nie ma pojęcia, jak w tamtych czasach i okolicznościach sam by postąpił." - komentuje Zanussi. Jak się okazuje, młodzi ludzie zgadzają się z nim bardziej niż zacietrzewieni rówieśnicy reżysera. Młode pokolenie czuje, że mieszka w kraju bezsilnych, zakłamanych dorosłych i otwarcie twierdzi, że stare metody - demonstracje, strajki i krzyki - nic tu nie zmienią.

Ale co zmieni? Nie znają odpowiedzi. Ich zdaniem, może kontakt z globalną wioską, oderwanie się od własnego podwórka, spojrzenie na nie z góry i ochłoniecie. Ta historia jest dla nich zbyt świeża i ruchliwa. "Powinniśmy ją spisać, póki mamy od kogo. Ale to chyba nasze wnuki, powinny ją oceniać". Na szczęście powoli na światło dzienne wychodzą wspomnienia, notatki i opowieści o młodych ludziach w latach 70' i 80' ubiegłego wieku. O ich idealistycznych próbach walki z systemem i twardym zderzeniu z rzeczywistością. To właśnie ich pokolenie uczy prawdziwej lustracji - opowiada o poniżeniu, lęku, sytuacjach niezwykle trudnych życiowych wyborów.

Nie wiem, jak powinno wyglądać rozliczanie się z przeszłością, ale historii nie da się przecież postawić przed sądem. Złość Andrzeja Muszyńskiego, który odmawia udziału w jej osądzaniu. "Niech mnie IPN zakuje w kajdanki i doprowadzi." - prowokuje. Z przeszłością tak bliską, a jednocześnie tak trudną, trzeba się najpierw oswoić, porozmawiać. Ale skromnie i po cichu. Bez lustracyjnego jazgotu...

Czytaj więcej...

wtorek, 12 maja 2009

Szaleństwa baroku




Messerschmidt to dla większości historyków nazwa niemieckiego samolotu. Nazwisko to jest znane lotnikom, żołnierzom, a także historykom sztuki i… psychiatrom. Niemiecki rzeźbiarz Franz Xaver Messerschmidt zostawił bowiem po sobie serię najbardziej intrygujących (auto?)portretów w historii baroku.






Gdy patrzymy na popiersia stworzone ręką Messerschmidta
w pierwszej kolejności przychodzi na myśl współczesny artysta, który stara się sprowokować widza. Ze zdumieniem można przyjąć fakt, ze jest to artysta z epoki baroku, a dokładnie mistrz rokokowego portretu i klasycznego popiersia. Tajemnicze rzeźby powstały w okresie miedzy 1770 a 1783 rokiem. Odnaleziono je
po śmierci artysty – około 50 rzeźb z alabastru i metalu, przedstawiających ludzkie głowy naturalnej wielkości. Wiele z nich przedstawia to samo oblicze – prawdopodobnie twarz artysty.

Messerschmidt urodził się w 1736 roku w artystycznej rodzinie rzeźbiarzy. Wykształcenie artystyczne odebrał w wiedeńskiej Akademii Sztuk Pięknych pod okiem własnych wujów i dalszych krewnych. Nie miał jednak lekkiego życia – już od 14 roku życia sam zarabiał na swoje utrzymanie. Marzył o karierze w dalekiej Italii, ale poniósł tam porażkę i musiał wrócić do Wiednia.

W związku z tym zajął się urabianiem nazwiska – tworzeniem skromnych, niewyszukanych rzeźb i portretów na zamówienie. A że nie stronił od żadnego materiału – ani drewna, ani kamienia, ani gipsu, ani kości słoniowej, szybko zdobył popularność wśród mieszczaństwa. Po naszemu – chałturzył. Chałturzył jednak na tyle skutecznie, że wkrótce sam zasiadł na katedrze w Akademii Sztuk, a do tego pozyskał zlecenia od rodu Habsburgów, a jego nazwisko zaczęło być rozpoznawane, gdy zlecono mu wykonanie popiersia cesarza Józefa II i jego żony, Marii Teresy (z niejasnych wzmianek można wywnioskować, że być może były one powodem konfliktu z cesarzem – zbyt śmiałe lub zbyt „niepoprawne politycznie”, skazały Messerschmidta na polityczne wygnanie).


Klasyczny, bardzo przywiązany do kanonów artysta w latach 70’ XVIII wieku zaczął przejawiać tajemnicze stany rozdrażnienia i dziwnych zachowań. Oczywista choroba psychiczna wkrótce pozbawiła go posady w Akademii,
a także z biegiem czasu wpłynęła na jego rzeźby, które zaczęły stawać się coraz bardziej nierzeczywiste. Messerschmidt odsunął się od dawnego towarzystwa, opuścił Wiedeń i zamieszkał w Pressburgu (dziś – Bratysława), pod okiem swojego brata Johanna Adama, także rzeźbiarza. Przez ostatnie sześć lat swojego życia unikał kontaktów ze światem. Spędzał większość czasu w swojej pracowni, separując się od ludzi, walcząc z własnymi demonami. Dosłownie.

Sztuka Messerschmidta stała się pretekstem do badań nad stanem psychicznym artystów, m.in. przez psychiatrę Ernsta Kris’a, który zaczął analizować legendy i wspomnienia wielkich artystów, szukając w nich klucza do ich geniuszu. Współcześni lekarze sugerują, że Messerschmidt cierpiał na schizofreniczne napady halucynacji. On sam twierdził, że nękają go demony, które powodują u niego straszny ból głowy i usiłują przeniknąć do jego mieszkania przez ściany. Niektóre z min odwzorowane przez artystę na słynnych popiersiach – jak mocne zaciskanie złożonych w dziubek ust – miały uniemożliwić demonom przedostanie się do wnętrza jego głowy. Messerschmidt czytał też wiele tekstów na temat starożytnej magii egipskiej, doszukując się w proporcjach piramid analogii do ludzkiej anatomii. W ostatnim okresie życia prawdopodobnie objawy choroby nieco zelżały, ale artysta nie wrócił nigdy do nauczania.

Choroba psychiczna to jedna z możliwości. Wiadomo z pewnością, że ludzkie emocje już w połowie XVIII wieku stały się przedmiotem badań artystów francuskich. Jako że Messerschmidt był sam nauczycielem w Akademii Sztuk Pięknych, miał z nimi prawdopodobnie styczność. Część z jego głów być może powstała na zamówienie. Nie jest jednak wykluczone, że intensywne badania nad fizjonomią po prostu zaostrzyły chorobę rzeźbiarza. Nie da się jednak ukryć, że pełne ekspresji i anatomicznej dokładności, tajemnicze rzeźby rozsławiły nazwisko Messerschmidta. Niestety – kilkaset lat po jego śmierci.

Czytaj więcej...

czwartek, 7 maja 2009

Awaria

Po długiej awarii odzyskany dostęp do Bloga. Wkrótce pojawią się wstrzymane w tym czasie posty, zaszłe i przyszłe.



Czytaj więcej...